Umowy o sekurytyzację można podzielić na dwa typy: z prawem regresu i bez tego prawa. W pierwszym przypadku pośrednik (aranżer), który przejął należności banku, ma prawo do dochodzenia przynajmniej części poniesionych strat w przypadku, gdy dłużnik nie odda pieniędzy. Takie rozwiązanie jest tańsze, ale nie pozwala na konsekwentne oczyszczenie aktywów, jest więc mniej korzystne z punktu widzenia polityki aktywów i pasywów.

Wtedy, kiedy nie ma prawa do regresu, bank, który sprzedał swoje aktywa, nie ponosi już żadnego ryzyka. Oznacza to zmniejszenie jego sumy bilansowej, poprawę współczynnika adekwatności kapitałowej, wzrost wskaźników zwrotu z aktywów i z kapitału własnego.

Polskie banki — podobnie do banków zachodnich — dążą do osiągnięcia korzyści z możliwości sekurytyzacji wierzytelności. Jest to w większości przypadków utrudnione przez istniejące przepisy, m.in. przez wymóg utrzymywania tajemnicy bankowej (bank przekazując prawa do kredytu, musiałby jednocześnie ujawnić tajemnicę bankową, co jest zakazane). Problemy prawne można jednak pokonać (np. przez przewłaszczenie na zabezpieczenie w tzw. sposób powierniczy), a z czasem na pewno nastąpi zmiana przepisów umożliwiająca wprowadzenie sekurytyzacji w Polsce na szeroką skalę.

Możliwości manewru banków można zwiększyć dzięki sekuiytyzacji części aktywów Sekurytyzacją nazywamy zamianę należności na papiery wartościowe. Najczęściej polega ona na przekształceniu wierzytelności pieniężnych wynikających z umowy kredytowej w papier wartościowy, którego wykup jest zabezpieczony przez te wierzytelności. Rozmaite techniki sekurytyzacji są wprowadzane na szeroką skalę w Stanach Zjednoczonych, w mniejszym — choć istotnym — zakresie w krajach zachodnioeuropejskich, natomiast w Polsce operacje sekurytyzacji aktywów należą jeszcze do rzadkich, ale z czasem zapewne się upowszechnią20.

Najprostszy sposób sekurytyzacji to emisja papierów wartościowych (bonów lub obligacji), których zabezpieczeniem są przyszłe wpływy banku. Jeśli bank obawia się problemów z płynnością, to emituje i sprzedaje takie papiery. Rezultatem jest zamiana aktywów o niskiej płynności na gotówkę. Nabywca kupi emitowane papiery wartościowe wówczas, gdy spodziewa się dodatkowego zysku, co oczywiście oznacza stratę dla banku. Jest to jednak najczęściej tylko strata względna.

Prześledźmy to na uproszczonym przykładzie. Wyobraźmy sobie, że bank udzielił kredytu rocznego oprocentowanego na 20%, a zaraz potem ma problemy z płynnością. Bank emituje obligacje roczne oprocentowane na 17%; ich zabezpieczeniem są wpływy z omawianego kredytu. Jeśli przeciętne oprocentowanie papierów wartościowych wynosi w danym momencie 15%, to obligacje takie powinny znaleźć nabywców. Jakie są skutki takiej operacji? Dla kredytobiorców — praktycznie żadne, dla nabywców obligacji skutkiem zaś będzie dodatkowy zysk w wysokości 2 punktów procentowych. Dla banku skutkiem będzie ograniczenie zysku do 3% (20% - 17%), minus koszty własne banku. Rzeczywisty zysk banku z całej operacji, czyli udzielenia kredytu oraz emisji obligacji, będzie więc bardzo mały, ale dzięki niej bank mógł zmniejszyć ryzyko utraty płynności.

Jeśli teraz bank uzna, że niebezpieczeństwo utraty płynności minęło, może wykorzystać pozyskane pieniądze do udzielenia kolejnego kredytu, a wtedy dodatkowo zarobi. W takim przypadku sekurytyzacja przyniesie nawet wzrost zysków banku.

W rzeczywistości mechanizm sekurytyzacji jest nieco bardziej skomplikowany, niż to opisujemy. Bank emituje papiery wartościowe, wykorzystując nie jeden kredyt, a różne kredyty, które mają pewne cechy wspólne, a przede wszystkim zbliżone terminy spłat. Sukces operacji sekurytyzacji sprawił, że coraz częściej sprawa dodatkowo się komplikuje, a mianowicie banki odsprzedają swoje wierzytelności określonym instytucjom, które zajmują się pośrednictwem w tym zakresie.

W Stanach Zjednoczonych są to tzw. podmioty specjalnego przeznaczenia (special purpose vehicle — SPV), a we Francji, gdzie sekurytyzacja szybko się rozwija — wspólne fundusze wierzytelności (Fond Commun de Créances — FCC). Instytucje te skupują wierzytelności z różnych banków, stąd łatwiej im jest znaleźć takie, które mają podobny charakter. Na nabywcę przechodzą oczywiście też i prawa akcesoryjne, w tym wszelkie zabezpieczenia kredytów (hipoteki, zastawy, poręczenia itp.). Wierzytelności te stanowią podstawę do wyemitowania papierów dłużnych, ale często poszukuje się też innych rozwiązań. Jednym z nich jest sprzedaż przez te instytucje udziałów (jednostek partycypacji) przynoszących określony dochód.

Dążąc do ograniczenia ryzyka płynności, banki zawsze przeznaczają znaczną część swoich inwestycji na zakup płynnych papierów wartościowych i na krótkoterminowe lokaty międzybankowe. W praktyce w wielu przypadkach jest to koniecznością — banki mają nadwyżki finansowe, których nie potrafią zainwestować w sposób bardziej zyskowny. Często wynika to jednak z obawy przez ryzykiem, niekiedy też z obowiązujących przepisów. Szczególne znacznie mają tu rezerwy na złe kredyty, na co banki muszą przeznaczać duże sumy. Pieniądze z rezerw bank może zainwestować wyłącznie we wskazane przez nadzór bankowy papiery wartościowe odznaczające się wysoką płynnością.

Aktywa o wysokiej płynności są zwykle mniej dochodowe niż aktywa mało płynne. W Polsce szczególnie wysoki dochód zapewniają kredyty, a są one nie-płynne. Odznaczają się też wysokim ryzykiem.

Najczęściej im wyższy jest zysk osiągany na produkcie, tym większe jest też związane z nim ryzyko, a równocześnie — tym niższy jest stopień płynności. Prawdziwa jest zwykle także i korelacja odwrotna: produkty odznaczające się najniższym ryzykiem i największą płynnością (np. papiery skarbowe) przynoszą wyjątkowo niski zysk. Warto pamiętać, że zawsze są jakieś wyjątki, wykorzystywane przez banki w celu zwiększenia zyskowności ich operacji.

Prowadzące korzystną politykę aktywów i pasywów banki starają się, aby znacząca część ich aktywów — zwykle około połowy — przypadała na produkty przynoszące wysoki zysk, nie unikają więc zwiększonego ryzyka. Zbytnie zwiększanie proporcji aktywów bardzo ryzykownych byłoby jednak dla banku niekorzystne, stąd też wywodzi się zjawisko utrzymywania znacznych zasobów płynnych papierów wartościowych i wysokiego poziomu krótkoterminowych lokat międzybankowych.

Przez pojęcie płynności przedsiębiorstwa rozumiemy zdolność do zapewnienia ciągłości spłat zobowiązań. Zaangażowanie dużych środków pochodzących z wpłat bezterminowych i krótkoterminowych w operacje na dłuższy okres stwarza potencjalne ryzyko utraty płynności. Teoretycznie ryzyko takie jest niewielkie, jeśli bank dokładnie obserwuje zachowanie deponentów, a bankowy Komitet Aktywów i Pasywów prowadzi racjonalną politykę. Banki starannie obliczają, jaka będzie sytuacja w dziedzinie płynności w przyszłości. W wyliczeniach uwzględnia się terminy zapadalności i wymagalności, wynikające z operacji bankowych.

Termin zapadalności oznacza termin, w którym powinna nastąpić spłata konkretnych należności banku (np. termin spłaty kredytów). Okresem zapadalności będzie więc przedział czasowy między datą, na którą sporządzana jest informacja, a datą spłaty należności. Przez pojęcie terminu wymagalności rozumiemy termin realizacji przez bank jego zobowiązań (wliczamy tu np. termin, na jaki złożony jest depozyt, czy termin wykupu certyfikatów depozytowych). Okresem wymagalności jest przedział czasowy między datą, na którą sporządza się informację, a datą realizacji przez bank zobowiązań.

Pierwszym etapem pomiaru płynności jest obliczenie, ile czasu upłynie do terminu zapadalności i wymagalności poszczególnych produktów, czyli okresów zapadalności i wymagalności. Na tej podstawie sporządzamy zestawienie płynności w różnych okresach, w tym najczęściej w okresie do 1, 3, 6 i 12 miesięcy. Porównanie wielkości aktywów i pasywów o tym samym okresie zapadalności pokaże nam właśnie przewidywaną płynność w danym okresie.

Co pewien czas wyliczenia te wskazują na występowanie potencjalnej luki płynności (wydatki bieżące są wtedy przejściowo większe od wpływów), ale bank ma ukryte rezerwy w postaci rozmaitych papierów wartościowych o dużym stopniu rzeczywistej płynności (np. bony i obligacje skarbowe czy certyfikaty depozytowe) i sprzedając je w ostatniej chwili odzyskuje wypłacalność. Mówimy więc o potencjalnej luce płynności wówczas, gdy przewidywane wydatki bieżące są wyższe od wpływów (i rezerwy kasowej), oraz o luce płynności, która może wystąpić dopiero wtedy, kiedy pasywa wymagalne (czyli przewidziane na dany okres wydatki związane z pozyskaniem pieniądza z pasywów) są wyższe niż aktywa zapadalne (czyli przewidziane na dany okres wpływy z aktywów).

Przewidując wystąpienie luki płynności, bank może zastosować odpowiednie środki zaradcze; najprostszym jest podniesienie stopy procentowej płaconej za lokaty międzybankowe, co dobremu bankowi pozwoli na szybkie pozyskanie dodatkowych środków. W przyszłości banki będą mogły wykorzystać dodatkowe źródło pozyskiwania pieniądza na dany okres w postaci różnych transakcji instrumentami pochodnymi.

W rzeczywistości zawsze mogą zaistnieć sytuacje wyjątkowe, prowadzące do prawdziwej utraty płynności. Może to wyniknąć np. z równoczesnego wystąpienia trudności związanych ze spłatą kredytów przez kilku dużych kredytobiorców. Wówczas — wbrew wszystkim przewidywaniom — nagle zmniejszają się wpływy banku i pojawi się duża luka płynności.

Może też wystąpić inne zjawisko: gwałtowny spadek depozytów. Do takiej sytuacji dochodzi np. wtedy, kiedy ukaże się negatywny artykuł o danym banku, a zarząd i dział marketingu nie potrafią odpowiednio zareagować. Następuje wówczas nagły „run” na bank, masowe wycofywanie depozytów, co doprowadza do zachwiania pozycji finansowej banku. Jeśli sytuacja banku jest zdrowa, a zarząd prowadzi dobrą politykę, nie powinno to zagrozić istnieniu banku. Narodowy Bank Polski i Bankowy Fundusz Gwarancyjny zwykle bowiem przychodzą takiemu bankowi z pomocą (np. przez pożyczki), co przywraca płynność, a także daje czas na odzyskanie zaufania klientów.

Warto zauważyć, że nawet w najlepszej sytuacji przejściowa utrata płynności doprowadza do zakłóceń w pracy banku, zmusza go do utrzymywania dużych i kosztownych rezerw oraz do zawieszenia na dłuższy czas części dochodowych, ale ryzykownych operacji. Wówczas gdy zarząd pracuje niezbyt dobrze lub gdy bank przeżywa prawdziwe problemy, krótkotrwałe zakłócenie płynności jest już groźniejsze i — jak na to wskazują przykłady z lat 1993-1995 — może ono spowodować upadek banku.

Bank w swojej działalności nie może się kierować wyłącznie dążeniem do osiągnięcia maksymalnego zysku. Byłoby to proste — bank mógłby się zajmować wyłącznie tymi operacjami, które przynoszą mu największe dochody. Takie postępowanie byłoby jednak bardzo niebezpieczne dla banku, dlatego też w swojej działalności musi on uwzględniać także i drugi czynnik — ryzyko. Szczególnym typem ryzyka jest dla banku ryzyko utraty płynności, także przy innych formach ryzyka płynność posiadanych środków ma istotne znaczenie. Sprawia to, że zwykle mówi się o trzech istotnych czynnikach przy ocenie operacji bankowych: zysku, ryzyku i płynności.

Takie czynniki, jak szybki rozwój banków, polityka zwiększania zakresu operacji bankowych, wzrostu sumy bilansowej, obciążenia związane z rozbudową sieci placówek, zwiększają ryzyko bankowe. Według specjalistów w bankach występuje aż kilkanaście podstawowych typów ryzyka. Ich rzeczywiste znaczenie zależy od aktualnej sytuacji gospodarczej kraju, a także od takich czynników, jak poziom kadr bankowych i jakość pracy zarządów. W bankach dobrze zarządzanych ryzyko jest zwykle znacznie mniejsze niż w pozostałych, a jego skutki — dużo mniej dotkliwe.

Największe znaczenie mają następujące typy ryzyka:

1)    ryzyko złych kredytów,

2)    ryzyko utraty płynności,

3)    ryzyko kursowe,

4)    ryzyko niedopasowania stopy procentowej.

Zagrożenie dla poszczególnych banków może być utożsamiane z zagrożeniem dla całego systemu bankowego, dlatego też nadzór bankowy wprowadza normy ostrożnościowe, mające ograniczyć najgroźniejsze w danym okresie typy ryzyka. Normy te dotyczyły początkowo ryzyka kredytowego; należały do nich m.in. omawiane wcześniej ograniczenie wielkości kredytów udzielanych poszczególnym przedsiębiorstwom, normy dotyczące wysokości rezerw obowiązkowych na kredyty w sytuacji nieregularnej, a także normy ograniczające ryzyko kursowe.

W ostatnich latach zdecydowanie największe znaczenie miało ryzyko złych kredytów i ryzyko utraty płynności, natomiast inne typy ryzyka były w Polsce mniej groźne. Stanowcze kroki podjęte przez banki, a przede wszystkim wprowadzenie i przestrzeganie normalnych procedur kredytowych zmniejszyły ryzyko kredytowe, choć niewątpliwie jest ono nadal bardzo dużym zagrożeniem dla banków.

Oprócz powyżej wymienionych, nadal istotne znaczenie mają rozmaite formy ryzyka zwykle określane wspólną nazwą — ryzyko operacyjne. Do ryzyka operacyjnego zaliczanych jest kilkanaście form ryzyka, takich jak ryzyko kradzieży, wyłudzeń, rabunków, strajków, przestępstw przy użycie kart bankowych, przestępstw komputerowych, żywiołów, odpowiedzialności cywilnej za wyrządzone szkody, awarii systemów energetycznych. Na całym świecie występuje pewna prawidłowość — w momencie, gdy większości banków udaje się znacznie ograniczyć pewne formy ryzyka operacyjnego, nagle wzrasta zagrożenie ze strony innych form; obecnie do szczególnie groźnych należy ryzyko przestępstw komputerowych i przestępstw przy użyciu kart płatniczych.

Banki zachodnie szczególną rolę przypisują wskaźnikowi zwrotu z aktywów (return on assets — ROA) i wskaźnikowi zwrotu z kapitału własnego {return on equity — ROE).

Wskaźnikiem zwrotu z aktywów nazywamy relację wyniku finansowego (czyli zwykle zysku) do aktywów. Wskaźnik ten jest miarą efektywności gospodarowania majątkiem banku, wszystkimi jego zasobami. Inaczej mówiąc, wskazuje on, jaką pracę musi wykonać bank, aby osiągnąć zysk netto w wysokości 1 zł. W niektórych bankach zwrot z aktywów jest wysoki, przekracza 8%, co oznacza, że na każde 100 zł zainwestowane przez bank przypada zysk w wysokości 8 zł. W innych bankach zwrot z aktywów jest znacznie niższy, w niektórych wynosi poniżej 5%. Oznacza to, że dochodowość operacji bankowych jest w nich mniejsza.
Wskaźnik ROA nie pozwala na jednoznaczne stwierdzenie, który bank pracuje lepiej, raczej określa on charakter banku. Zwykle banki o silnie rozbudowanej sieci, pozyskujące dużą ilość pieniędzy z depozytów, mają wskaźnik zwrotu z aktywów niższy niż banki o skromnym zasilaniu finansowym.

Z kolei wskaźnik zwrotu z kapitału własnego (ROE) stanowi relację wyniku finansowego (zysku) do kapitału własnego.

Wskaźnik ten jest uznawany za ważny dla właścicieli i potencjalnych inwestorów w akcje banków. Właściciel akcji jest też równocześnie współwłaścicielem wszystkich kapitałów własnych (w banku zwykle wielokrotnie większych od kapitału akcyjnego). Kupując nowe akcje, w praktyce płacimy za udział w kapitale własnym. Dla akcjonariuszy, którzy uczą się grać na giełdzie, wskaźnik ROE jest często podstawowym argumentem za lub przeciw podjęciu decyzji o zakupie akcji określonego banku. Bardziej doświadczeni gracze wiedzą, że podawana przez banki wielkość zysku netto wynika w znacznej mierze z kalkulacji kierownictwa banku, biorącego pod uwagę m.in. wysokość podatku od dochodu (w przypadku, gdy bankowi „grozi” zbyt wysoki podatek, zwiększane są koszty, np. w drodze inwestycji w nowe oddziały).

Prawdopodobnie z czasem zmniejszenie rzeczywistej zyskowności operacji bankowych doprowadzi w Polsce do ograniczenia nowych inwestycji w środki trwałe. Rola zysku netto jako podstawowego wskaźnika sytuacji banku zwiększy się. Spowoduje to równocześnie, że wzrośnie znaczenie niektórych bardziej złożonych wskaźników syntetycznych. Najbardziej znanym z nich jest tzw. piramida Du Ponta.

Gdyby aktywa pochodziły w całości z kapitałów własnych, wskaźniki ROE i ROA byłyby sobie równe i względnie małe. W rzeczywistości jednak w większości polskich banków aktywa są ponaddziesięciokrotnie wyższe od kapitałów własnych, co oczywiście umożliwia osiągnięcie dużych zysków dzięki wykorzystaniu mechanizmu dźwigni finansowej. Wzory Du Ponta wskazują więc na współzależność między wielkością dźwigni finansowej i zyskiem banku.

Analiza zysku banku jest niepełna, jeśli nie prześledzi się, skąd on pochodzi. W bankach analiza źródeł zysku jest uważana za bardzo ważną. Najważniejszym jej składnikiem jest obliczanie marż zysku na operacjach i produktach bankowych. Warto zauważyć, że w tej dziedzinie sporo zamieszania wprowadziły sprawy językowe. Niektórzy (nieraz znani) autorzy nie rozróżniają marży zysku i stopy zysku.

Przypomnijmy, że stopą zysku nazywamy stosunek zysku do przychodów lub innych czynników. Stopa zysku jest zawsze wyrażana w formie ilorazu. Pojęcie marży oznacza zaś po prostu margines: przyjmujemy, że jeśli od przychodów odejmiemy koszty, to pozostanie pewien margines, który przypada na zysk (tak też dawniej wyglądało wiele ksiąg handlowych, gdzie zysk pokazywano na marginesie strony). Oczywiście marża bankowa nie jest po prostu zyskiem. Jest to zysk ujęty w procentach, przeliczonych na skalę roczną. Tak liczone marże zysku na różnych produktach są porównywalne, dzięki czemu bank może stwierdzić, na jakich produktach osiąga największe zyski, a co przynosi straty.

Sytuacja banku jest przedmiotem analiz ilościowych i jakościowych. Analizy jakościowe to analizy czynników niemierzalnych: polegają one na ocenie przez specjalistów tych czynników, które nie mogą zostać dokładnie ocenione liczbowo (np. konkurencyjności banku czy jakości pracy kadry kierowniczej).

Analizy ilościowe polegają z kolei na ocenie czynników, które można zmierzyć. Podstawowe znaczenie ma w tym zakresie obliczanie rozmaitych wskaźników, a także analiza pionowa i pozioma bilansów banku. Warto zauważyć, że dobrze wykonana analiza uwzględnia element czasu, oparta jest na porównaniach odpowiedniego wskaźnika w różnych okresach. Samo bowiem ustalenie, jaka jest wartość odpowiedniego wskaźnika w ciągu poprzedniego roku może prowadzić do błędnych wniosków, a dopiero porównanie zmian tego wskaźnika w czasie daje właściwe rezultaty. Często zapominają o tym specjaliści przeprowadzający analizę opłacalności inwestycji w akcje bankowe.

Wśród dziesiątków wskaźników obecnie największe znaczenie przywiązuje się do tych, które dotyczą zysku. Tradycyjnie za ważny wskaźnik uważa się stopę zysku netto. Jest ona wyrażana jako stosunek zysku netto do sumy przychodów, przy czym zwykle za przychody przyjmuje się wpływy odsetkowe plus przychody z prowizji plus przychody z papierów wartościowych.

Trzecią część rachunku zysków i strat stanowi obliczenie zysku netto. Do zysku operacyjnego dodaje się wynik operacji nadzwyczajnych i odejmuje wartość zapłaconych podatków. Przez pojęcie operacji nadzwyczajnych rozumie się rozmaite operacje, takie jak np. wpływy ze sprzedaży budynków bankowych, z dzierżawy pomieszczeń, straty na sprzedaży używanych komputerów, straty poniesione w wyniku napadu na bank itp.16. Po dodaniu do zysku operacyjnego wyniku operacji nadzwyczajnych otrzymujemy zysk brutto, stanowiący podstawę obliczania podatku. Zysk po odjęciu podatków to już zysk netto.

Warto zauważyć, że przez pewien czas niektóre pozycje rachunku zysków i strat mogą być ujemne. Wyjaśnia to, dlaczego zwykle w księgowości używany jest termin „wynik” (np. wynik z tytułu odsetek), a nie — zysk. Podsumowanie wymienionych pozycji prowadzi do ustalenia wyniku finansowego na podstawowych operacjach bankowych. W myśl nowych przepisów nie jest on jeszcze pełnym wynikiem na operacjach finansowych; należy od niego odjąć koszty działania banku, a następnie uwzględnić kilka innych pozycji.

Większość kosztów działania banku przypada na wynagrodzenia pracowników. Inne pozycje to amortyzacja środków trwałych, aktualizacja wartości i odpisy na rezerwy celowe. Odpisy amortyzacyjne (np. na amortyzację budynków, samochodów, urządzeń technicznych) zmniejszają przyszły zysk, dzięki czemu bank będzie mógł zapłacić mniejszy podatek, natomiast aktualizacja wartości (np. budynków) pozwala zwykle na zwiększenie stanu posiadania, co przyniesie wzrost podatku. Uwzględnienie wszystkich wymienionych pozycji da nam już całkowity wynik działalności operacyjnej. Widzimy, jaki jest finansowy rezultat wszystkich operacji bankowych i związanych z nimi działań banku. Zysk operacyjny jest dla dobrego specjalisty bardzo ważnym wskaźnikiem rzeczywistej sytuacji banku. Okresowo można tę sytuację poprawić, np. dzięki sprzedaży budynków i innych składników majątku trwałego, w dłuższym okresie będzie to jednak niemożliwe.

Zysk banku jest wyliczany w rachunkach zysków i strat, zwanych też rachunkami wyników. Bankowy rachunek zysków i strat może być podzielony na trzy części. W pierwszej z nich wykazuje się finansowe rezultaty operacji bankowych, druga ujmuje skutki rozmaitych działań typowo księgowych wynikających z tych operacji, a część trzecia — skutki operacji o charakterze nadzwyczajnym i podatków.

Finansowe rezultaty operacji bankowych wykazane w pierwszej części rachunku zysków i strat są obliczane inaczej niż w analizach sytuacji ekonomiczno-finansowej przedsiębiorstw. Pierwszym etapem jest obliczenie wyniku z tytułu odsetek; naliczane są wpływy odsetkowe z różnych źródeł, a następnie odejmowane od nich wydatki odsetkowe. Warto zauważyć, że wynik z tytułu odsetek, inaczej nazywany marżą odsetkową, stanowi zwykle większość zysków banku, jest to więc najważniejsza pozycja rachunku zysków i strat.

Drugim etapem obliczeń jest ustalenie wyniku z tytułu prowizji, inaczej nazywanego marżą na prowizjach. Od przychodów z tytułu prowizji odejmowane są — najczęściej niewielkie — koszty prowizji płaconych przez bank.

Trzeci etap stanowi obliczenie rozmaitych przychodów i kosztów wynikających z operacji papierami wartościowymi innych niż prowizje oraz przychody i koszty odsetkowe. Obliczane są tu m.in. finansowe rezultaty zakupów i sprzedaży akcji przedsiębiorstw.

Ostatni, czwarty etap stanowi obliczanie tzw. wyniku z pozycji wymiany, czyli w praktyce — obliczanie wyniku finansowego operacji walutowych.